1 września 2011

Ona mi nadal towarzyszy

A może mi się tylko zdaje? 1984? Bo przecież co ja mogę pamiętać? Co mogę? A przecież każde słowo siedzi i podąża. Ale chyba wyglądała wtedy inaczej

28 lipca 2011

Skąd się to bierze?

Skąd bierze się negacja faktów niechcianych? Jak do tego dochodzi, że nagle u społeczności pojawia się gotowość zmierzenia się ze swoją historią bez konieczności kąpieli w atawistycznej odmianie mieszaniny świętego oburzenia, wściekłości i wstydu?

Hiszpanie męczyli się 150 lat. Brytyjczycy dali sobie radę już łatwiej. Bóle porodowe dystansu do pozornej świetności własnej historii (z okresu imperialnego) trwały dziesięciolecia. U Francuzów pożegnanie z oczywistością bycia "grande nation" przebiegło, po przegranej wojnie w Algierii jeszcze szybciej.

A u nas? U nas końca nie widać. Co widać najlepiej w takich dyskusjach jak ta.

A swoją drogą, chciałabym wiedzieć co go napędza.

8 lipca 2011

Wygląda na to

że wszyscy wychodziliśmy z zupełnie błędnego założenia. Gdy pierwszy raz stałam na środku mostu łączącego oba brzegi Capilano Canyon nie myślałam o niczym innym jak tylko o wytrzymałości materiału. Robi się zimno na świecie.

25 maja 2011

Splendid solitude

Jak bardzo mu zazdroszczę. Fire lookout na granicy Colorado i Nowego Meksyku jako pustelnia z regularną pensją za siedzenie samemu na wieży, myślenie i pisanie esejów. Czy zawód stróża nocnego jest alternatywą dla wypalonego "currency broker"? Tak, o ile dostrzeże w nim szansę. I ją wykorzysta.

14 kwietnia 2011

To musiało się tak skończyć

W końcu okazuje się, że społeczny serwis też może się stłuc. Szczególnie, gdy nagle można sprzedać czyjś enzuzjazm za parę groszy.

7 kwietnia 2011

Tadzio Koelb

On najzwyczajniej wpędza mnie swoją nadaktywnością w depresję. Ale czasem przypomina co nadal ważne:


“We know that to give writing its future, we must overthrow the myth: the birth of the reader must be at the cost of the death of the author.”
Roland Barthes, The Death of the Author

I ta koszula, ta tapeta, ten krawat. Idzie nowe?

10 stycznia 2011

Jazda bez trzymanki

Ale za to z literackimi zawijasami. Bardzo się podoba. Przejście od Mieszka do Kacpra Hausera przechodzi do mojej osobistej historii paraliteratury blogowej. Hope.